szukaj
login
Berlinale 2012: moda na kino azjatyckie
Krzysztof Kwiatkowski / Portalfilmowy.pl  15 lutego 2012 23:17
A
A
A
Dziś w konkursie berlińskim zaprezentowano dwa filmy z Azji. Kameralny dramat obyczajowy z Indonezji i wielki epos historyczny z Chin.

Wraca moda na kino azjatyckie. Tyle, że inne, niż kiedyś. Coraz rzadziej trafiają na ekran oniryczne opowieści o ludziach, którzy nie umieją kochać. Dzisiejsze filmy ze Wschodu to brud i przemoc Filipin Brillante Mendozy, przedmieścia Szanghaju Jia Zhang-Ke, erotyczne trójkąty z Nanjing Lou Ye, odważne rozliczenia z historią XX wieku. I chyba właśnie taka Azja dobrze pasuje do charakteru festiwalu w Berlinie. Szkoda tylko, że nie wszystkie obrazy mają wysoki poziom.


Wang Quan’an, fot. Reuters/Forum

"Pocztówki z ZOO" Edwina są pozbawioną happy endu baśnią o moralnym upadku. Indonezyjska dziewczynka o czarnych włosach i wielkich oczach zostaje porzucona w ZOO. Dorasta  wśród zwierząt, ucząc się ich zachowań i zwyczajów. Zaprzyjaźnia się z żyrafami i hipopotamami, uważnie bada wielkość uszu słonia i wsłuchuje w dźwięki, jakie wydają się z siebie małpy.
- Żyrafy zawsze były moimi ulubionymi istotami – mówi o filmie reżyser. – Hipopotamy dopiero ostatnio zyskały moje uznanie, kiedy usłyszałem, że jeden z nich w ZOO w Dżakarcie chyłkiem odwiedza inne zwierzęta.
Jednak ta zoologiczna wycieczka z kamerą kończy się, kiedy dorosła już kobieta spotka niewłaściwego kowboja (dosłownie – jej wybranek ubiera się w stylu Dzikiego Zachodu). Bohaterka wpada w coraz gorsze towarzystwo. A kończy w burdelu. Bez zwierząt i bez kowboja.

Infantylny, minoderyjny film ogląda się z mieszanymi uczuciami. Cieszy, że artyści szukają metafor dla przeżerającej azjatyckie miasta przemocy fizycznej i psychicznej. Ale czy naprawdę musi być to żyrafa?

Szczęśliwie Wang Quan’an, laureat berlińskiego Złotego Niedźwiedzia za "Małżeństwo Tui", nie odwoływał się do zwierzęcych alegorii. Przeniósł na ekran powieść Chen Zhongshi, w której pisarka opowiada o czterech dekadach historii Chin – narodzinach republiki, rewolucji komunistycznej, wojnie z Japonią - śledząc losy kilkorga osób z jednej wioski. "Równina białego jelenia" jest epicką opowieścią o przewrocie politycznym, ale również o zawiedzionej miłości, oddaniu, poświęceniu.
- Od dwudziestu lat chciałem opowiedzieć tę historię – mówił Quan’an w Berlinie. - Ale to nie było proste. Chen Kaige i kilku innych reżyserów przymierzało się do "Równiny..." i w końcu zrezygnowało. Ja się uparłem. Ciekawiło mnie spojrzenie na Chiny z perspektywy prowincji, z daleka od centrów władzy, Szanghaju i Pekinu.

Chiński artysta obserwuje rewolucję oczami wieśniaków, żniwiarzy miotanych przez wiatry historii. Ale również kobiet, których jedyną bronią w świecie brutalnych mężczyzn jest seks. Poniżane, gwałcone, poniewierane walczą o przetrwanie. Reżyser pokazuje zmierzch tradycyjnego świata, dawnych ideologii i zasad moralnych. Udaje mu się uchwycić moment, kiedy dawne wartości przestają przystawać do rzeczywistości, a komunizm wydaje się jedyną alternatywną dla klanowych kodeksów.

Wang Quan’an bardzo świadomie wykorzystuje też niezwykłe pejzaże chińskiej prowincji. Ogromne, pełne spokoju, otwarte przestrzenie kontrastują z tragediami ludzi. Niezależnie od krwawych przewrotów w państwie, słońce za polem pszenicy zachodzi tak samo. Rzadko zdarza się, żeby epos historyczny mówił więcej o ludziach niż kameralny dramat obyczajowy. A jednak Quan'an tworzy portrety znacznie bardziej przekonujące od Edwina. A  jednocześnie przypomina, że Chiny wciąż potrzebują powrotów do przeszłości, aby lepiej zrozumieć siebie.



*Autor jest dziennikarzem tygodnika „Newsweek Polska”
ilość komentarzy: 0
- brak komentarzy -
POWIĄZANE WIADOMOŚCI
- brak powiązanych wiadomości -
POWIĄZANE OSOBY
POWIĄZANE TYTUŁY
Małżeństwo Tui (2006)