szukaj
login
Berlinale 2012: nasza relacja z Kina od kuchni
Łukasz Knap / Portalfilmowy.pl  18 lutego 2012 15:00
A
A
A

Kino Kulinarne jest zwykle pomijane w relacjach z Berlinale. Tymczasem w programie sekcji zdarzają się perełki, które biją na głowę przeciętniaki z Konkursu głównego.

Dokument "Canned Dreams" Katji Gauiriloff to największe odkrycie sekcji kulinarnej. Fińska reżyserka opowiada w nim historię jednego produktu - puszki ravioli z supermarketu. W tym celu odwiedziła dziesięć krajów, w których wytwarzane są poszczególne składniki m.in. Rumunię (wieprzowina), Polskę (wołowina), Francję (jaja) czy Ukrainę (pszenica). To, co uderza najbardziej: zderzenie mechanicznej produkcji żywności z intymnymi historiami robotników. Rumuński rzeźnik opowiada łamiącym głosem o swojej rodzinie, dokonując drastycznego uboju w zakładzie wyglądającym jak obóz koncentracyjny. Gauriloff nakręciła horror społeczny, od którego cierpnie skóra. "Canned Dreams" przypomina w formie fińską "Parę do życia" i "Niebiańskie dni" Terrence'a Malicka, ale w wymowie jest raczej sugestywną ilustracją tezy Feurbacha, że człowiek jest tym, co je. Chcę wierzyć, że polscy dystrybutorzy będą się zabijać o ten film. Obok "Marleya" Kevina MacDonalda to najlepszy dokument, jaki widziałem na Berlinale.

Szczególnym punktem menu Kina Kulinarnego były filmy poświęcone kuchni azjatyckiej, co nie powinno dziwić; Berlin od dawna kocha się Oriencie. Wyrazem tej miłości (niekiedy ślepej) jest pokazany pierwszego dnia dokument "The Raw And The Cooked", przedstawiający kuchnię tajwańską: od kimchi serwowanych w szklanej restauracji w Tajpej, czy wegańskie dania w ośrodku buddyjskim po tradycyjne potrawy w stylu Hakka. Od strony poznawczej film Moniki Treut to podróż kulinarna, ale gdy niemiecka reżyserka popada w zachwyt nad ludnością tubylczą, nie mogąc się nadziwić, że "łowią tylko tyle ryb, ile muszą", jej dokument staje się irytującą promocją hasła "powrotu do źródeł". Więcej smaku i luzu ma "Joyful Reunion" Tsao-Jui-Yuana, udany sequel "Jedz i pij, mężczyzno i kobieto" Anga Lee. Bohaterami są odchodzący na emeryturę właściciel słynnej restauracji wegetariańskiej oraz jego dwie córki na wydaniu, ale równie ważne miejsce w fabule mają wyrafinowane posiłki: zupa lotosu czy dania z tofu. To dzięki nim wątki miłosne i rodzinne tworzą zgrabną całość, której gatunkowo najbliżej do inteligentnego romansu gastronomicznego i komedii absurdu w jednym.

Kino Kulinarne to także jedzenie w znajdującej się rzut beretem od Postdamer Platz restauracji Martin-Gropius-Bau. Nie udało mi się dostać biletu na ekskluzywne kolacje serwowane po wybranych pokazach, ale wyobrażam sobie, że najlepszą ucztę przygotował kucharz zainspirowany filmem "Mugaritz B.S.O.", opowiadającym o projekcie Andoniego Luisa Aduriza, tworzącego z muzykiem Felipe Ugarte finezyjne kompozycje kulinarne łączące dania z muzyką. Tak wyszukanych przyjemności stołu mogła doświadczyć jednak garstka widzów, a tym samym organizatorzy sekcji pod hasłem "Trust in Taste" potwierdzili banalną prawdę, że dobre jedzenie to nie tylko kwestia smaku, ale też portfela.

 

ilość komentarzy: 0
- brak komentarzy -
POWIĄZANE WIADOMOŚCI
- brak powiązanych wiadomości -
POWIĄZANE OSOBY
- brak powiązanych osób -