
Fragmenty filmu Marii Sadowskiej "Dzień kobiet" zostały pokazane podczas targów filmowych CentEast, towarzyszących 27. Warszawskiemu Festiwalowi Filmowemu. Targi stanowią okazję dla filmów z naszej części Europy na znalezienie agenta sprzedaży, dystrybutora lub zainteresowanie filmem zagranicznych festiwali.
Portal Filmowy: Punktem wyjścia dla Twojego filmu „Dzień Kobiet” była znana z gazet historia pracownicy supermarketu.
Maria Sadowska: Wydarzyła się 10 lat temu. Trzeba powiedzieć, że wyzysk wtedy był naprawdę straszny. Mieliśmy w środku Europy w XXI wieku obozy pracy. Muszę podkreślić, że to się bardzo zmieniło. Kobiety bardzo dużo sobie wywalczyły przez te parę lat. Zresztą mój film jest oparty o historię paru osób.
Fot.: Dorota Wierzbicka/Studio Munka
PF: Nazywasz go feministycznym westernem.
MS: Trochę z przymrużeniem oka. Poważnie mówiąc tematem tego filmu jest kobieca siła, która wynika kobiecej solidarności. Chciałam pokazać silną bohaterkę, graną przez Katarzynę Kwiatkowską, która jest pełnowartościowym człowiekiem. Matką, córką, partnerką, pracownicą. Brakuje mi takich postaci w polskich filmach. Drażni mnie i martwi, jak kobiety są pokazywane w naszym kinie. Ich poziom zidiocenia jest po prostu przerażający. Mamy albo kobiety kretynki, słodkie bezwolne istoty albo takie niby fajne dziewczyny, które piją, wyrywają facetów, ale to też są jakieś kompletne idiotki. Ja nie znam takich kobiet. Nie wiem, skąd scenarzyści biorą takie postacie. Myślę, że ten film będzie wyjątkiem i pokaże kobiecy punkt widzenia. Tym bardziej, że w całości został zrobiony przez kobiety: scenariusz napisałam z Kasią Terechowicz. Chyba tylko operator był mężczyzną (Radosław Ładczuk).
Fot.: Katarzyna Kwiatkowska na planie filmu Marii Sadowskiej, fot. Dorota Wierzbicka/Studio Munka
PF: Film kobiet – „Dzień kobiet”?
MS: Ten tytuł jest ironiczny. Od dawna mówimy, że Dzień Kobiet powinien być codziennie, prawda? Nie chcemy komunistycznego goździka raz w roku.
PF: Jaka jest Halina, Twoja bohaterka?
MS: Można ją polubić, chociaż nie jest jednoznaczną postacią. Przeżywamy z nią emocje, związane z nierówną walką z potężną korporacją, ale to jest też historia samotnej matki i córki. De facto występuje tu kobiece trio: babcia (Grażyna Barszczewska), samotnie wychowująca córkę, główna bohaterka i jej córka, którą podobnie jak jej matka samotnie wychowuje. To jest zresztą częsty model w polskich rodzinach. Jest mnóstwo samotnych matek. W tych rodzinach ojciec jest tylko cieniem, który przemyka, jakąś legendą. Myślę, że mocną stroną tego filmu jest właśnie relacja matki i córki. Wspaniałe zagrała zupełnie nikomu nieznana Julia Czuraj. Została wyłoniona w castingu na rolę córki i jest bardzo prawdziwa w relacji ze swoją ekranową matką. Zresztą dziewczyny się bardzo polubiły na planie, nawiązały bardzo bliską więź, która przeniosła się na ekran.
Maria Sadowska podczas pracy na planie, fot. Dorota Wierzbicka/Studio Munka
Film powstaje w Studiu Munka i jest współfiannsowany przez PISF.