Szukając kandydata do roli głównego bohatera „Big Love”, ekipa zakładała, że będzie to ktoś mało znany, z nieopatrzoną twarzą. Wśród aktorów, którzy przyszli na casting, był wprawdzie Antoni Pawlicki, ale początkowo jego kandydatury nie brano pod uwagę. A jednak rola przypadła właśnie jemu. Dlaczego? „Okazało się, że właśnie on najlepiej zrozumiał postać Maćka – wyjaśnia reżyserka filmu, Barbara Białowąs. – A poza tym, w przeciwieństwie do innych młodych aktorów, nie miał oporów przed graniem w scenach erotycznych”.
Charakterystyczne, że podobny był temat jednego z pierwszych dużych wywiadów, jakiego udzielił
Pawlicki, dla miesięcznika „Joy”. Aktor był świeżo po festiwalowych sukcesach swej pierwszej roli w filmie
„Z odzysku” Sławomira Fabickiego (nagrody w Koszalinie, Salonikach i Bratysławie), w
„Katyniu” Andrzeja Wajdy zagrał postać, w której dostrzec można było rysy alter ego reżysera, a w stołecznym Teatrze Studio grał geja, który nie tylko miał na scenie romans z innym mężczyzną, ale i wchodził nagi pod prysznic. Na pytanie dziennikarki odpowiedział słowami, które tylko z pozoru wydają się oczywiste: „Ciało jest narzędziem pracy aktora i czasami trzeba się rozebrać”.
"Z odzysku", fot. Kino Świat
Pawlicki pochodzi z rodziny artystycznej, jest synem operatora
Tadeusza Pawlickiego (fotografował m.in.
„Miodowe lata”) i wnukiem aktorki
Barbary Rachwalskiej. Postać babci jest dla aktora szczególnie ważna: na początku swej kariery, zanim jeszcze zaczął grać w popularnym serialu
„Czas honoru”, wzdychał, że nie liczy na popularność, że chce – tak jak właśnie
Barbara Rachwalska – dużo grać, co niekoniecznie musi się przekładać na sławę i rozpoznawalność. Ciekawe jest jego spojrzenie na istotę zawodu: „W aktorstwie pociąga mnie właśnie to, że mogę przybrać czyjąś skórę. Gdy dostałem możliwość zagrania chłopaka, który trenuje boks [w „Z odzysku” – przyp. red.] , niezwykle pociągająca stała się dla mnie możliwość wczucia się w jego sytuację (…). Są jednak oczywiste granice poświęcenia się dla roli. Nie wyszedłbym na ulicę i nie strzelałbym do ludzi, żeby dowiedzieć się, jak to jest być mordercą. Natomiast często udziela mi się rola, którą przygotowuję: gdy gram imprezowicza, zaczynam częściej imprezować, a gdy pracuję nad rolą cichego i skromnego człowieka, po próbie wracam do domu i czytam książkę”.
"Big Love", fot. Monolith
Być sobą w każdej sytuacji czy raczej odnaleźć siebie niezależnie od okoliczności? Stary aktorski dylemat. W przypadku Antoniego Pawlickiego trudny do rozstrzygnięcia, zwłaszcza kiedy zaraz po roli melodramatycznego kochanka z
„Big Love” będzie go można zobaczyć w roli szalonego imprezowicza w
„Kacu WAWA”.