szukaj
login
"Idy marcowe". Gry polityczne
Bartosz Czartoryski  7 lutego 2012 11:30
A
A
A
Przed kilkoma dniami filmowy świat obiegła wypowiedź George'a Clooneya, który obwieścił, iż jego „Idy marcowe” miały powstać już przed trzema laty, lecz amerykański reżyser i aktor nie chciał podminowywać optymistycznych nastrojów panujących w kraju po wyborze na prezydenta Stanów Zjednoczonych Baracka Obamy.

Nie jest to jednak przejaw artystycznego konformizmu z jego strony, bowiem nowe dzieło Clooneya to film bezkompromisowy, wyrażający poważne wątpliwości co do istnienia jakiegokolwiek politycznego kodeksu etycznego. Historia ta niekoniecznie znalazłaby wówczas, w czasie zachłyśnięcia się skrajnym optymizmem i swoistej „obamomanii”, uznanie, wszak trudno rywalizować z człowiekiem, który zagościł nawet na okładce „Spidermana”.


George Clooney w filmie "Idy marcowe", fot. dystrybutora

Można rzec, że to raczej rozsądna decyzja marketingowa, gdyż cyniczneIdy marcowe to, w dużym uproszczeniu, kolejna wersja opowieści o fałszywym mesjaszu, której nijak nie można byłoby sprzedać w Ameryce roku 2008. Za to dzisiaj, kiedy kadencji Baracka Obamy towarzyszą głosy rozczarowania i stopniowo rozwiewa się mgiełka złudzeń co do zapowiadanej wcześniej efektywności jego prezydentury, film Clooneya trafia na podatny grunt. Trudno oczywiście podejrzewać reżysera o chłodną kalkulację i wyrachowanie, przecież sam motyw upadku zasad moralnych towarzyszy bodaj każdemu filmowi, w którym jednym ze składników jest wielka polityka. Być może poza rzeczami ukierunkowanymi bardziej humorystycznie, których zadaniem jest odmalowanie niekoniecznie wiernego, lecz ciepłego portretu politycznej osobistości, jak nadchodząca Żelazna dama” Phyllidy Lloyd albo zdobywca ubiegłorocznego OscaraJak zostać królem?” Toma Hoopera. To jednak figury ikoniczne, które w kinie głównego nurtu trudno zrzucić z piedestału. Pecha miał swojego czasu były prezydent Stanów Zjednoczonych Bill Clinton, bowiem z chwilą ujawnienia seksafery z jego udziałem zbiegły się premiery dwóch filmów – zainspirowanych pewnym etapem jego politycznej kariery „Barw kampanii”, filmu pełnego wyborczych sztuczek; i prześmiewczych „Faktów i aktów”, w których prezydencki skandal zostaje zatuszowany w prawdziwie niewybredny sposób, wymyśleniem fikcyjnej wojny. Ironią losu jest, że film ukazał się zaledwie miesiąc przed ujawnieniem w gazetach szczegółów zażyłej znajomości Clintona i Lewinsky, a wkrótce po ukazaniu się pierwszych publikacji Stany Zjednoczone rozpoczęły bombardowanie terrorystycznych placówek w Afryce...

Bardziej konwencjonalnie, w prostszym świecie filmowego thrillera panuje mało skomplikowane założenie – polityk to przeważnie adwersarz, co my, widzowie z kraju, gdzie zaufanie społeczne do rządu jest znikome, przyjmujemy bez większych oporów. Dlatego też i „Idy marcowe” cieszą się u nas sporym zainteresowaniem, bowiem obnażają meandry politycznych gier na wysokim szczeblu, do którego nie mamy innego dostępu niż poprzez filtr mediów. Sama idea fałszywego mesjasza jest kusząca nie tylko z uwagi na jej atrakcyjność dla dreszczowca jako filmowej konwencji, ale i dla odbiorcy lubującego się w zdejmowaniu masek ludziom na najwyższych stołkach. Innymi słowy, kuszące jest utożsamianie polityków z moralną degrengoladą, szczególnie w kinie amerykańskim, gdzie ma ono wydźwięk poniekąd obrazoburczy, gdyż osoba obracająca się w środowisku rządowym cieszy się w Ameryce nieporównywalnie większą estymą niż u nas.

ilość komentarzy: 1
AnnaW
Jest rewelacyjny Gossling w tym filmie. Taki aktor pojawia się raz na wiele lat.
2012-02-07 13:19:12 | zgłoś naruszenie
POWIĄZANE WIADOMOŚCI
Kino   24 marca 2012 11:39
Kino   7 marca 2012 12:53
POWIĄZANE OSOBY
POWIĄZANE TYTUŁY
Idy marcowe (2011)
 
Żelazna dama (2011)
 
Jak zostać królem (2010)
 
Fakty i akty (1997)