Scarlett Johansson ma dość wizerunku seksbomby, toteż w najnowszej roli wciela się w Kelly Foster, żyjącą w otoczeniu dwustu zwierząt, nieustraszoną pracownicę zoo.
Zapytana o to, czy czuje się doceniana jako aktorka, ulubienica
Woody'ego Allena odpowiedziała - Odkąd dwa lata temu zagrałam w sztuce teatralnej
Arthura Millera "Widok z mostu", każda z proponowanych ról wydaje mi się mniej ciekawa. Z wiekiem szukam postaci, które są bardziej dojrzałe, doświadczyły już pewnych rzeczy. Nie chcę grać ról pustych ślicznych dziewczynek, choć wiele osób by mnie chętnie w tym widziało. Wolę brać udział w przedsięwzięciach, które podnoszą mi adrenalinę, wymagają wysiłku i fizycznego, i psychicznego.
Scarlett Johansson na premierze "Kupiliśmy zoo", fot. CAP/ADM/CS/Forum
Taka jest właśnie najnowsza rola Johansson jako dziewczyny sprzątającej zwierzęce odchody w
"Kupiliśmy zoo" Camerona Crowe’a (
"Jerry Maguire",
"Vanilla Sky",
"U progu sławy"). Przygotowując się do roli na planie, aktorka spędzała w garderobie mniej czasu niż partnerujący jej
Matt Damon. Gwiazda
"Między słowami" marzy o tym, by zająć się reżyserią filmową. Do tej pory zrealizowała krótki metraż
"These Vagabond Shoes". Pracuje teraz nad adaptacją pierwszej powieści
Trumana Capote’a "Letnia przeprawa". Aktorka jest właśnie w trakcie pisania scenariusza.