Kreacja Agaty Kuleszy w "Róży" zbudowana jest na ekstremalnych emocjach. Aktorka mówi o tym, jak wygląda wchodzenie w taką brutalną rolę, a następnie jak radzi sobie z powrotem do codzienności.
Podczas kilkumiesięcznej pracy na planie "Róży" Wojciecha Smarzowskiego aktorka wchodziła w ekstremalne stany, była nieustannie zanurzona w swojej bardzo wymagającej filmowej roli. Zapytana w "Dzień Dobry TVN", jak potem wraca do normalności, odpowiedziała:
- Nie jest to łatwe, bo trudno jest mi się zebrać do gotowania w momencie, kiedy jestem zanurzona w swoich refleksjach na temat samotności, bezbronności, godności, niezależności, smutku, wojny, okropieństwa i tak dalej...- wymienia na jednym oddechu - ja to przerabiam, bo uważam, że aktor musi myśleć, żeby grać i musi mieć świadomość pewnych rzeczy.
"Róża", fot. Monolith Films
- Najważniejsze jest to, żeby to działało na widza - twierdzi aktorka i przyznaje, że w przypadku swojej roli w "Róży" dostała już taki odzew, że "to działa". - Pomyślałam sobie, że gdyby się okazało, że to nie działa, to mój zawód nie ma sensu, to znaczy, że mój zawód trzeba wykonywać wtedy po celebrycku, czyli zarabiać pieniądze, pokazywać się i z tego żyć.