Było tylko kwestią czasu, aż historia Polaka skazanego na kilkanaście kar śmierci w tajskim więzieniu, trafi na duży ekran. Sensacyjny temat przejął Filip Bajon i teraz pisze scenariusz. Ma do dyspozycji pokaźny budżet, toteż zapowiada się kino na skalę międzynarodową!
Człowiek, który cudem przetrwał tajskie piekło, nazywa się
Michał Pauli, jest plastykiem i mieszka w Kielcach. O swojej makabrycznej historii napisał książkę
"12 x śmierć. Opowieść z Krainy Uśmiechu". Ukazuje w niej drugą stronę Krainy Uśmiechu - jak często nazywana jest przez turystów Tajlandia. Zawarł w niej opis tego, jak dał się złapać na prowokację pewnej tajskiej policjantki, która namówiła go do wysłania z Polski pigułek ecstasy, a następnie osobisty jednorazowy przemyt przez granicę Tajlandii. Mężczyzna opowiada, że był to dla niego trudny okres, czuł się przyciśnięty do muru, więc tym łatwiej dał się wciągnąć w ten szwindel, wiedziony obietnicą łatwych pieniędzy. W ten oto wyjątkowo naiwny sposób, trafił za kratki owianego legendą więzienia Bang Kwang z kilkunastoma wyrokami śmierci w aktach. Po jednym za każdy wysłany przez niego list z narkotykiem. Ponieważ przyznał się do winy, wyrok dostał łagodniejszy - dożywocie.
Od tej pory jego domem stała się cela wielkości małego pokoju, a w niej dwudziestu mężczyzn. Wśród nich seryjni mordercy z krótkimi wyrokami. Podczas odsiadki dostawał tylko przemieloną papkę z ryżem, był zakuty w łańcuchy, bez łóżka i dostępu do pitnej wody. Pod skórą lęgło mu się robactwo. Wszystko wskazywało na to, że tak spędzi resztę życia. Los jednak niespodziewanie odwrócił się, gdy jego prośbę o ułaskawienie do króla Tajlandii wsparło trzech polskich prezydentów: Lech Wałęsa, Aleksander Kwaśniewski i Lech Kaczyński. Niespodziewanie w 2010 roku Pauli został ułaskawiony.
- Droga przez piekło, która skończyła się cudem - tak Pauli wspomina swoją sześcioletnią niewolę.
Podczas tajskiej odsiadki Pauli pisał listy z przypadkiem poznaną Ewą z
Łodzi. Połączyło ich platoniczne uczucie. Ewa przyjechała do Tajlandii,
ale poznała Azjatę, dla którego rzuciła więźnia - rodaka. Jest szansa, że ich relacja posłuży za kanwę dla wątku romansowego.
Wpierw książką zainteresował się
Xawery Żuławski, ale z powodów finansowych nie doszło do współpracy. Potem Pauli trafił na Wojciecha Pałysa, który jest współproducentem filmu. To on go umówił z jednym z najbardziej uznanych polskich reżyserów -
Filipem Bajonem, twórcą m.in.
"Arii dla atlety" i
"Przedwiośnia".
- Długo rozmawialiśmy, okazało się, że Filip jest człowiekiem, który bardzo dobrze rozumie młode pokolenie. Stwierdził, że moja historia jest niesamowita. Zafascynowało go, że w tak infantylny sposób można stracić życie, że jeden błąd może zmienić wszystko. Cieszę się, że to on będzie reżyserem - wyznaje Pauli.
Michał Pauli, fot. Bogdan Krezel/FORUM
Rozmowy z filmowcami trwały od wakacji, a w grudniu sfinalizowano umowę. Z umowy podpisanej między Bajonem a Paulim wynika, że autor książki będzie miał wgląd w każdy rozdział scenariusza. Pauli będzie konsultantem na planie. Wiadomo, że ruszyły już prace nad scenariuszem. Producentami filmu są
Wojciech Pałys i
Wiesław Łysakowski. Twórcy zaczynają też kompletować obsadę. Produkcja ruszy z dużym, jak na polskie warunki, budżetem, ok. 10 milionów złotych (budżet filmu
"Śluby panieńskie" z
Martą Żmudą-Trzebiatowską,
Edytą Olszówką,
Maciejem Stuhrem,
Borysem Szycem i
Robertem
Więckiewiczem w rolach głównych, wyniósł 6,7 mln złotych).
Z oczywistych powodów część obsady ma być tajska.
Zdjęcia kręcone będą w Tajlandii, Kambodży, na Filipinach, w Krakowie i - być może - w
Kielcach. Będzie to obraz anglojęzyczny.
Producenci przeznaczyli pół roku na podpisanie umów z aktorami i napisanie scenariusza.
Potem ruszą zdjęcia. Książka Pauli, która na polskim rynku wzbudziła sensację i wymagała trzech dodruków, ma się ukazać na rynku amerykańskim.