Połącz
Logowanie
zaloguj się
PISF twitter Facebook YouTube
szukaj
O SFP
ZAPA
KINO KULTURA
STUDIO MUNKA
DOKUMENT
DOM PRACY TWÓRCZEJ
Pokolenie Hardkor Disko
Jak robić profesjonalne kino niezależne w Polsce? Z reżyserem Krzysztofem Skoniecznym, rozmawiamy o jego pełnometrażowym debiucie "Hardkor Disko".

Edyta Jarząb: Jak byś nazwał to pokolenie, z którego sam wychodzisz?

Krzysztof Skonieczny: Pokolenie wszystko - albo grubo albo wcale, albo hardkor albo disko. Być może właśnie Pokolenie Hardkor Disko.

„Hardkor” to określenie naszych czasów, które weszło do języka potocznego jako coś zaskakującego, brutalnego i bezwzględnego, a z drugiej strony atrakcyjnego i nęcącego niebezpieczeństwem. Zaś „disko” to coś z zeszłej epoki, to hasło pokolenia naszych rodziców. Z tego słowa bije jakaś nostalgia, tęsknota za minionym, która wydaje mi się w młodych ludziach głęboko zakorzeniona, a także jakieś poczucie bezpieczeństwa, czyli towar dziś deficytowy.


Marcin Kowalczyk w filmie "Hardkor Disko", reż. Krzysztof Skonieczny/GłębokiOFF, zdj. Kacper Fertacz 

Jesteśmy z tego samego rocznika, myślisz, że nasze pokolenie łączy jakaś wspólna płaszczyzna doświadczenia?

Mówiąc „pokolenie” nie mam na celu generalizowania czegokolwiek na siłę, jest to raczej próba analizy rzeczywistości, która mnie otacza.

Na pewno jest to pokolenie rozdarte jeżeli chodzi o tożsamość. Chciałbym zapytać tym filmem z czego jesteśmy zbudowani, co nas obciążyło, co nas ukształtowało – czy stan wojenny albo komunizm, którym oddychaliśmy jako dzieciaki? Czy transformacja? Kapitalizm? Bieda na półkach w sklepach czy później właśnie drapieżny dobrobyt, który wkroczył razem z dorobkiewiczostwem i przyczynił się do obecnego kryzysu?

Nasi rodzice nie mieli materialnie za wiele, ale ludzie byli bardziej ze sobą, wszystko było mniej wirtualne. Mam wrażenie, że wtedy hierarchie wartości były bardziej stabilne, natomiast teraz dusza jest bardziej zdezorientowana, błądzi w jednym wielkim kolażu wartości, filozofii i religii.

Cechy szczególne pokolenia,  kodeks postępowania?

Przymioty tego pokolenia to hedonizm, agresja, autodestrukcja, konsumpcjonizm, nadwrażliwość, pustka.

W chaosie komunikacyjnym, który panuje bardzo ciężko jest się poruszać i dokonywać moralnych wyborów. To rodzi wewnętrzne rozdarcie, stąd próby resetu, najchętniej permanentnego. Natomiast ciągłe próbowanie i chwytanie się wielu ulotnych albo tymczasowych zajawek do niczego nie prowadzi. Ewentualnie do jeszcze większego rozbicia, zamiast znalezienia sobie miejsca w świecie.
 
Kim jest twój bohater? Jak on się w tym świecie odnajduje?

Mojego bohatera oparłem na zremiksowanej filozofii Nietzschego – widzę go jako takiego współczesnego nadczłowieka, z jednej strony żyjącego ponad prawem i wyzbytego ze strachu, zaś z drugiej strony – nadwrażliwego i introwertycznego.

Diapazon egzystowania pomiędzy szczytem a głębokim dołem, czyli wspomniane przeze mnie „albo wszystko albo nic”, jest ogromny i nie ma w tej czarnej przepaści miejsca na półśrodki. Musi być gorąco albo zima. Ciągłe balansowanie pomiędzy skrajnościami jest bardzo trudne, ale też rozwijające. Niestety prowadzi do schizofrenicznego rozdarcia.

Mój bohater to człowiek zbudowany ze sprzeczności – dla otoczenia charyzmatyczny i pewny siebie, a jednak z potwornie zalęknionym wnętrzem. Naturę ma ekspansywną, ale coś go wewnętrznie blokuje. Tym ograniczeniem jest głęboko w nas ukryty i zakorzeniony strach, oddziedziczony po naszych, mocujących się z tragiczną historią przodkach. Historia nie daje nam za dużego pola do popisu, żeby go przezwyciężać i rehabilitować się odwagą przed własnym tchórzostwem. Wynika to z prostej przyczyny - nie mamy się wobec czego buntować albo buntujemy się w chybionych czy błahych sprawach. Nie każdy ma tyle imperatywu, by wymagać od samego siebie, a w dalszej kolejności od współczesnego świata, który z kolei niewiele już wymaga od człowieka.

Takie wydaje mi się jest to współczesne pokolenie – w rozkroku, w pół drogi. Szczególnie młodzi ludzie żyjący w dużych europejskich metropoliach. Ich życie opiera się na współistnieniu paradoksów, a ta nasza – kolorowa na pierwszy rzut oka – rzeczywistość to jedynie kolos na glinianych nogach.

Twoja filmowa metropolia to Warszawa?

Zdjęcia odbyły się w Berlinie, Warszawie i na terenie Mazowsza, czyli krajobrazu wybitnie charakterystycznego dla „Nigdzie”. Chciałbym pokazać jakąś uniwersalną, kosmopolityczną, europejską metropolię. Dwa miasta zbite w jedną hybrydę, gdzie technokracja i szara uliczna strefa żyją w ukonstytuowanej symbiozie.

Bohater pod wpływem informacji dotyczącej jego przeszłości przyjeżdża z „Nikąd” do jakiegoś „Gdzieś” i w sposób bezpardonowy ingeruje w życie kilku osób. Chodzi mi o sytuację symboliczną, miejsce, w którym jak w soczewce odbija się globalna rzeczywistość. Oczywiście ten, kto był w Warszawie albo jest z Warszawy, rozpozna jakieś miejscówki, choć staraliśmy się szukać tych mniej oczywistych.

To raczej dżungla miejska, która rozwarstwia się w nieskończoność, zaś przez jej uniwersalność może nią być każda stolica Europy, zarówno tej zachodniej jak i wschodniej. Każdy, w kim drzemie bitnik, hobo czy miłośnik tak zwanej ulicznej ziperki, ktoś, kto po prostu dobrze kombinuje, doskonale odnajdzie się w każdym większym mieście. To jego środowisko naturalne. I taki jest właśnie mój bohater. Wie, jak sobie poradzić, żeby przetrwać i zrealizować plan, który się po drodze komplikuje.




W głównej roli zobaczymy Marcina Kowalczyka, grają także Jaśmina Polak, Janusz Chabior, Agnieszka Wosińska. Kierowały Tobą szczególne kryteria wyboru?


Pomysł na ten film chodził mi po głowie od jakiegoś czasu, natomiast tak naprawdę scenariusz powstał w trzy tygodnie, gdy usiedliśmy wspólnie ze współscenarzystą Robertem Bolesto. Role pisaliśmy pod konkretnych aktorów, co zawsze mi się marzyło w tym zawodzie - pod ich predyspozycje, możliwości i osobowość. Marcina Kowalczyka nie znałem wcześniej, a „Jesteś Bogiem” miało jeszcze pół roku do premiery. Tak się zdarzyło, że poszliśmy parę razy na nocny przelot przez miasto i momentalnie zobaczyłem w nim mojego bohatera. Nie wyobrażam sobie tego filmu ani bez niego, ani bez pozostałej trójki.

Z Januszem robiłem wcześniej dużo rzeczy, wybór był oczywisty, a Jaśmina od dłuższego czasu siedziała mi w głowie, bo kiedyś spotkaliśmy się jako aktorzy w teatrze i potem chciałem coś z nią robić jako reżyser, ale terminy się nie skleiły. Natomiast bardzo trudno mi było znaleźć aktorkę do roli Poli i wtedy przypomniała mi się Aga Wosińska. Miałem „flashback” z jej kreacji w spektaklu Lupy, który widziałem jeszcze na studiach i od razu to wspomnienie okazało się uderzeniem w punkt.

Skompletowanie tego zespołu i ich chęć wzięcia udziału w tej przygodzie była priorytetowa, ponieważ absolutnie nie miałem „back up'u.” Nie wyobrażam sobie, że któraś z tych postaci by wypadła, po prostu nie byłoby filmu. Cała czwórka ma podobną paletę ekspresji i bardzo zbliżone wrażliwości. W tym doborze liczy się także to, że są bardzo podobni do siebie fizycznie. Mają wspólną cechę fizjonomiczną – pewną zoomorficzność, taką „ptaszkowatość”, jak ja to sobie nazywam. Jest to szalenie przydatne, jeśli chodzi o dramaturgię "Hardkor Disko" i myślę, że będzie bardzo czytelne na ekranie.

Spotykamy się ostatniego dnia na planie filmu. Kręcisz w podziemnym garażu. Mam różne filmowe skojarzenia. W tym miejscu chcę zapytać, jakie kino ciebie inspiruje?
 
Jeżeli miałbym ci powiedzieć o moich gustach, które mogły wpłynąć na "Hardkor Disko", to pewnie „Nienawiść” Matthieu Kassovitza, „Enter the void” Gaspara Noe, sceny o dużym napięciu emocjonalnym z Haneke'go („Ukryte”, „Funny games”), a wizualna narracja to Steve McQueen. Do tego inni radykalni i wyraziści twórcy jak Nicolas Winding Refn, Jacques Audiard, Gus van Sant, Harmony Korine, Carlos Reygadas, zaś jeśli chodzi o specyficzne podejście do produkcji filmowej i niezależność, to przede wszystkim Jim Jarmusch i Jean-Luc Godard. Mam nadzieję, że w filmie będzie można również wychwycić subtelne odwołania do twórców polskiej szkoły filmowej - Żuławskiego, Królikiewicza, Kieślowskiego czy wczesnego Wajdy ("Niewinni czarodzieje" i „Pokolenie”).

Jakim filmem w takim razie będzie "Hardkor Disko"?

Film na pewno będzie radykalny, jeżeli chodzi o konstrukcję, narrację, jeżeli chodzi o opowiadanie obrazem, pracę kamery i rzeczy, które przedstawiamy. Hasło „radykalny” mi przyświecało. Robiąc film niezależny, ale dbając o to, by jakość produkcji była jednocześnie profesjonalna, chciałem, żeby to było jak najbardziej moje, żebyśmy mogli przekraczać granice i żeby nikt obcy się w to nie wtrącał.

Film charakteryzują kompleksowość i interdyscyplinarność. Chciałbym, żeby równoprawne były jego wszystkie elementy składowe, czyli i scenariusz, i obraz, i muzyka, która zostanie później wydana w formie soundtracku, i gra aktorska, i production design wraz z wyrazistą postprodukcją. Żeby te koraliki połączyły się w spójny ciąg i stworzyły jakąś radykalną hybrydę.

Seks, narkotyki, przemoc... Korzystając ze swobody, którą daje ci niezależność, przekraczasz wszystkie możliwe granice?

W filmie opowiadam m. in. o upadku wartości, więc tak naprawdę tutaj granic przyzwoitości nie ma. Przemocy rzeczywiście będzie sporo, bo uwielbiam jej apoteozę, czyli podniesienie przemocy do rangi sztuki i dzięki temu zabiegowi jednocześnie obnażenie jej bezsensowności, ale także ukonstytuowanie jej potrzeby jako ujścia negatywnej energii.

Pewne rzeczy są transcendentne i dotyczą tak naprawdę ludzi bez względu na czas czy epokę. I to staramy się uchwycić. Natomiast znajdujemy na to nowoczesną formę. Chcę opowiadać językiem, który znam i którym posługuje się moja rzeczywistość. Językiem, który jest adekwatny do wrażliwości młodego człowieka i obecnej kondycji świata.
Wracając do niezależności to polega ona technicznie na tym, że produkuję to sam, bo jestem jedynym producentem tego filmu jako głębokiOFF. Zapożyczyłem się, żeby ten film zrobić, więc tym bardziej zależy mi na takim jego kształcie, jaki siedzi mi w głowie - nie muszę naginać się do ambicji i wyobrażenia kogoś innego.

Natomiast sama idea niezależności polega na tym, żeby nie wpuszczać do swojej głowy intruzów, którzy tak naprawdę przez konformizm, zachowawczość, pójście na łatwiznę i umiłowanie poprawności, chcą artystę odwieść od tego, co ma w wyobraźni.

Oczywiście, nie robimy tego chaotycznie, bo każda wolność, która nie ma granic, jest po prostu chaosem. Przyświeca nam bardziej anarchia – wiemy, z czym się chcemy mierzyć i co obalić. Wiemy jak wygląda nasz wróg.

 Jak ta wolność głównego bohatera. Nic nie jest prawdziwe, wszystko dozwolone.

„Oddajcie nam to co nasze, oddajcie nam władzę albo odbierzemy ją siłą, a wtedy zostaną zgliszcza” - to jest jedna z głównych myśli tego filmu i motywacja bohatera. Postać Marcina to właśnie chodząca anarchia – zresztą tak mógłby brzmieć alternatywny tytuł filmu.

Chciałbym, żeby "Hardkor Disko" było obserwacją i wypowiedzią na temat rzeczywistości, która otacza nas tu i teraz, żeby to był wiarygodny przekaz o świecie, w którym wszelkie zasady zostały odrzucone.

Przyglądam się w tym filmie najprostszym regułom, jak starotestamentowe credo „oko za oko, ząb za ząb.” Upadek wszelkich wartości jest bliski, dezorientacja moralna wisi na włosku. Może właśnie potrzeba vendetty oraz chęć pełnego oddania miłości to główne motywacje działań współczesnego człowieka? Może to są dla niego dwa główne przykazania?

Czyli bohaterowie biorą sprawy w swoje ręce i poza istniejącym systemem, tworzą własne prawo?
 
Tak. To się wywodzi z tragedii antycznej i nazywa wolność w sferze fatum. Film jest inspirowany konstrukcją tragedii antycznej – trzy akty przeplatane pieśniami chóru, do tego prolog i exodos.

Ten zabieg formalny będzie tylko pozornie wybijał z płynności oglądania filmu. To zawiłe, co teraz powiem, ale mam nadzieję, że paradoksalnie będzie widza wciągał głębiej do środka, nakazując mu szybko przyswajać reguły gry przedstawionego świata.

To twój pełnometrażowy debiut, było trudno, trudniej niż się spodziewałeś?

Cały czas spotykaliśmy się z jakimiś przeszkodami czy problemami, natomiast rozwiązywaliśmy je natychmiast albo szukaliśmy alternatywnych rozwiązań - jeżeli czuliśmy opór materii, to słuchaliśmy tego, co podpowiadała nam rzeczywistość, a ta zawsze miała rację. W ogóle podczas pracy nad tym filmem rzeczywistość spełniała rolę takiego chóru, w specyficzny sposób nad nim czuwając. Dużo dziwnych sił skupiało się wokół nas i podświadomie pomagało nam go ukończyć. Na pewno pomocna była szczerość, uczciwość i otwartość naszych działań. Dostaliśmy też huraganową energię od ludzi, którzy hurtowo trzymali kciuki i nas wspierali.

Wypływasz z głębokiegoOFFu na szerokie ekrany, nie boisz się mielizn czyhających w skomercjalizowanej przestrzeni kinowej?

DreamWorks nie robi samych filmów o snach. GłębokiOFF to przede wszystkim idea niezależnej, twórczej pracy. Jego powstanie było pragmatycznie nastawione na robienie kina, choć zaczęło się od mniejszych form, jak teledyski, eksperymentalne krótkie metraże czy alternatywny teatr. Te działania były próbą sprawdzenia różnych estetyk, stylistyk, idei, a także wyklarowania zespołu filmowego, który później mógłby poświęcić się zrobieniu naprawdę dużej fabuły w sposób bezkompromisowy i bez żadnych ograniczeń.

Myślę, że jak się jest konsekwentnym, to można u nas robić filmy w sposób bezkompromisowy. I to takie, które trafią bezpośrednio i głęboko do wrażliwości widza.
         
***

Krzysztof Skonieczny (1983) – aktor teatralny i filmowy, niezależny reżyser teatralny i filmowy, twórca teledysków, performer, autor wideoprojekcji, zainteresowany interdyscyplinarnym podejściem do sztuki. Studiował historię sztuki na Uniwersytecie Wrocławskim, ukończył Wydział Aktorski Akademii Teatralnej w Warszawie. Współtwórca Stowarzyszenia Twórców Sztuk Wszelkich im. Stanisława Ignacego Witkiewicza w Warszawie oraz założyciel i twórca konglomeratu artystycznego głębokiOFF. Współpracował z wieloma teatrami państwowymi i niezależnymi (TR Warszawa, Nowy Teatr w Warszawie, Usta Usta/2xU. komuna//warszawa) oraz wieloma reżyserami zarówno filmowymi (Agnieszka Holland, Andrzej Wajda, Magdalena Łazarkiewicz, Piotr Mularuk, Kasia Adamik, Alexander Williams), jak i teatralnymi (Marcin Liber, Michał Zadara, Łukasz Kos, Marek Fiedor). Jest laureatem wyróżnień w kilku dziedzinach (m.in. Nagroda Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego, GRAND PRIX 20. YACH i 21.YACH Film Festival, , nominacje Plus Camerimage, Fryderyki 2011, programy Future Shorts i Short Waves). Pochodzi z Wrocławia, mieszka w Warszawie. www.krzysztofskonieczny.pl & www.glebokioff.pl

Edyta Jarząb / portalfilmowy.pl  30 października 2012 18:21
Scroll