Połącz
Logowanie
zaloguj się
PISF twitter Facebook YouTube
szukaj
O SFP
ZAPA
KINO KULTURA
STUDIO MUNKA
DOKUMENT
DOM PRACY TWÓRCZEJ
Stan wojenny w kinie - 30. rocznica wprowadzenia stanu wojennego
W nocy z 12 na 13 grudnia 1981 roku spełniła się ponura przepowiednia z ostatnich scen „Człowieka z żelaza” Andrzeja Wajdy, gdzie trójmiejski aparatczyk wołał, że przecież „władza nie uzna porozumień [sierpniowych] zawartych pod przymusem”. Przerwany w połowie film w telewizyjnym kinie nocnym, milczące radia, ranek bez Teleranka, głuche telefony – tak wprowadzenie stanu wojennego zapamiętała większość Polaków.


Wspomnienia kilkunastu tysięcy są jeszcze bardziej gorzkie: do ich domów wdarła się służba bezpieczeństwa, czasami w towarzystwie milicji i wojska, by aresztować działaczy i sympatyków „Solidarności”, także filmowców. Zawieszono działalność organizacji społecznych, w tym Stowarzyszenia Filmowców Polskich, położono areszt na kamery filmowe – poza tymi, z których korzystali funkcjonariusze Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. Jednocześnie wstrzymano dystrybucję wielu polskich filmów – przede wszystkim tych, które powstały w ciągu minionego roku i dawały świadectwo politycznej swobody myśli, ale także kilkudziesięciu innych, od „Popiołu i diamentu” Andrzeja Wajdy po „Gorączkę” Agnieszki Holland. Z konkursu o Oscara wycofano „Człowieka z żelaza”. Jednocześnie komisarze wojskowi, którzy przejęli władzę w wytwórniach, studiach i zespołach filmowych szykowali zamach na wszystko, co mogło być dowodem politycznej odwilży kilkunastu ostatnich miesięcy.

"Człowiek z żelaza", reż. Andrzej Wajda, fot. SF "PERSPEKTYWA"

Miało to oznaczać wtrzymanie bądź przerwanie produkcji oraz zniszczenie nakręconych materiałów kilkunastu filmów pod pretekstem ich marnej jakości. Interweniował prezes zawieszonego SFP, Andrzej Wajda. Udało mu się przekonać władze, że nie można ocenić filmu przed jego ukończeniem. W ten sposób udało się doprowadzić do końca produkcję takich filmów jak "Matka Królów" Janusza Zaorskiego, "Wierna rzeka" Tadeusza Chmielewskiego czy "Przesłuchanie" Ryszarda Bugajskiego. Zarządzono weryfikację twórców i personelu technicznego kinematografii – kto nie uzyskał aprobaty komunistycznych władz, tracił pracę. Słynne zdjęcie Chrisa Niedenthala z pojazdem opancerzonym blokującym dojście do stołecznego kina Moskwa, gdzie w chwili ogłoszenia stanu wojennego wyświetlano "Czas Apokalipsy" Coppoli – powszechnie uznane za znak rozpoznawczy 13 grudnia 1981 roku – miało więc nie tylko podtekst metaforyczny, ale i bardzo konkretny wyraz w odniesieniu do polskiego kina.

"Przesłuchanie", reż. Ryszard Bugajski, fot. SF "PERSPEKTYWA"

Jedno z dwóch wielkich zadań, jakie sytuacja po 13 grudnia 1981 roku nałożyła na polskich filmowców – ocalenie dzieł będących wyrazem rozrachunku społeczeństwa z okresem zniewolenia – udało się zrealizować. Zadanie drugie to zapisanie społecznego doświadczenia stanu wojennego na ekranie. Pierwszą próbą była nakręcona już w 1982 roku „Wigilia ‘81” Leszka Wosiewicza: intymny portret trzech kobiet, które łączy obawa o los nieobecnego mężczyzny – wnuka, syna i męża, internowanego przez władze stanu wojennego. Film powstał jednak w Studiu im. Karola Irzykowskiego, niejako na obrzeżach kinematografii, na zasadach eksperymentu – jakby poza obowiązującą cenzurą, ale i bez prawa do dystrybucji. Produkcję „Stanu wewnętrznego” (1983) Krzysztof Tchórzewski zaczął jeszcze w Zespole X: historia samotnej żeglarki, która podczas rejsu dookoła świata dowiaduje się o wprowadzeniu stanu wojennego, oraz jej bliskich z Polski pozostających pod rygorami stanu wojennego, staje się kluczem do zrozumienia motywów podejmowanych wówczas wyborów. Ale na premierę filmu przyszło czekać aż sześć lat, co spowodowane było cenzorskim zakazem, ale i rozwiązaniem Zespołu. W innej sytuacji były filmy, które miały prezentować oficjalną, partyjną, ocenę wydarzeń. Nagłośniona ponad miarę – zważywszy jej mizerną wartość artystyczną - "Godność" (1984) Romana Wionczka próbowała rozrachunku z okresem "Solidarności" poprzez losy partyjnego aktywisty, zaś o dwa lata późniejszy nieporadny „Czas nadziei” miał nieść satysfakcję skrzywdzonemu bohaterowi.

"300 mil do nieba", reż. Maciej Dejczer, fot. SF "TOR"

Stan wojenny trwał 585 dni. Po jego zniesieniu 22 lipca 1983 roku stał się społecznym tabu, o którym oficjalnie się nie dyskutowało, choć rozmawiali o nim wszyscy. Kolejnym filmem podejmującym jego temat była "Weryfikacja" (1986) Mirosława Gronowskiego, zrealizowana w Studiu Irzykowskiego, lecz dopuszczona do dystrybucji rok później, traktująca o sytuacji w środowisku dziennikarskim. Współautorem scenariusza był Cezary Harasimowicz, który w „Sezonie na bażanty” (1985, premiera 1986) Wiesława Saniewskiego grał sportowca, walczącego o syna, wywiezionego przez byłą żonę za granicę jesienią 1981 roku, i dającego się wciągnąć w uprawianą przez ówczesne media manipulację. Harasimowicz wraz Maciejem Dejczerem zainteresował się także losem braci Zielińskich, którzy w 1985 uciekli do Szwecji, ukryci pod naczepą tira. "300 mil do nieba" (1989) nie dotyczy bezpośrednio stanu wojennego, ale dobrze egzemplifikuje społeczne odczucia tamtego czasu. Z kolei "Stan strachu" (1989) Janusza Kijowskiego ukazuje granice podziałów między zwolennikami i przeciwnikami komunizmu, przechodzące nawet między członkami jednej rodziny. Moment ogłoszenia stanu wojennego jest tematem „Ostatniego promu” (1989) Waldemara Krzystka, echa tamtego dnia odbijają się w młodzieżowym „Ostatnim dzwonku” (1989) Magdaleny Łazarkiewicz, gdzie bohaterowie śpiewają teksty oficjalnych dokumentów jak kiedyś Piwnica pod Baranami śpiewała Dekret o stanie wojennym.

Wieczorem 13 grudnia 1989 roku, pół roku po czerwcowych wyborach, kończących komunistyczne rządy w Polsce, Andrzej Wajda na premierze „Przesłuchania” Ryszarda Bugajskiego głosił koniec stanu wojennego w polskim kinie. Rok później na ekrany weszły "Rozmowy kontrolowane" (1990). Film podpisał wprawdzie Sylwester Chęciński, ale jest to napisana przez Stanisława Tyma kontynuacja słynnego „Misia” (1980) Stanisława Barei. Ironiczne spojrzenie na stan wojenny jak na jeden z paradoksów PRL okazało się zaskakująco prawdziwe, choć w jakimś stopniu sprzeczne z powagą refleksji, jaką budzi stan wojenny. Wkrótce jednak miało się okazać, że właśnie śmiech i zaprawiona goryczą ironia są najlepszymi środkami opisu tamtych dni, czego dowiódł Kazimierz Kutz w „Zawróconym” (1994). Ale jednocześnie, w tym samym roku, Kutz ukończył poruszającą „Śmierć jak kromkę chleba” – dramat dokumentujący tragedię górników z kopalni Wujek, zastrzelonych przez wojsko i ZOMO.

"80 milionów", reż. Waldemar Krzystek, fot. Media Brigade

Nowym tonem w filmach o stanie wojennym pobrzmiewa „80 milionów” (2011) Waldemara Krzystka – bez martyrologii, ale z szacunkiem dla bohaterów tamtych zdarzeń. Ten nowy ton to znak, że temat stanu wojennego ciągle pozostaje otwarty.

Konrad J. Zarębski / informacja własna  12 grudnia 2011 12:40
Scroll