Będzie film o katastrofie smoleńskiej. Rozmowa z Antonim Krauze (na skróty)
Powstanie film o katastrofie smoleńskiej. Z Antonim Krauze, reżyserem m.in. „Czarnego Czwartku”, „Mety” i „Prognozy pogody” rozmawia Rafał Kotomski.
Antoni Krauze, fot. Krzysztof Lach
Minął rok od premiery „Czarnego Czwartku”. Co Pan dzisiaj – z dystansu – myśli o swoim ostatnim dziele?
Przeżyłem z jednej strony coś dziwnego, a z drugiej niezwykle pozytywnego. Przez ostatnie dwa tygodnie odbywały się projekcje filmów kandydujących do Orłów, przyznawanych przez członków Polskiej Akademii Filmowej. Sam zresztą jestem członkiem tego przedziwnego ciała, którego działalność polega na naśladowaniu Oscarów. W tym właśnie czasie odezwała się do mnie leciwa pani, dawna harcerka z Szarych Szeregów, dobiegająca dziewięćdziesiątki. Ta pani nie widziała „Czarnego Czwartku”, a ja starałem się jej pomóc wejść na projekcję w warszawskim kinie „Luna”. Okazało się, że tłum był taki, jaki pamiętam z lat 50. Olbrzymia kolejka do kasy, wychodząca aż na ulicę. Na mój „Czarny Czwartek” nie było już biletów – rzecz niebywała! A już przecież prawie rok minął od czasu, gdy film był wyświetlany w kinach. Coś podobnego zresztą przeżyłem w Krakowie, gdzie w jednym z kin pokazywano mój obraz w przeddzień Wigilii, a więc ludzie żyli już całkiem innymi sprawami. Jeden z pracowników kina powiedział mi, że przyszło jednak ponad 160 osób do 200-osobowej sali.
Wszystko to są dla mnie bardzo przyjemne sygnały, że film nie zmarł śmiercią naturalną. Choć okraszam je odrobiną goryczy, że „Czarny Czwartek” najbardziej chyba reklamowała i przysporzyła się do jego sukcesu „Gazeta Wyborcza”, od której spodziewałem się największego manta. Takie są paradoksy naszych czasów. Mówię to nie z pychą, ale z pełną pokorą. A z drugiej strony z ogromną satysfakcją.
Mówił Pan, że ma jeszcze coś do zrobienia. Jak rozumiem chodzi o film opowiadający o tragedii smoleńskiej?
Nie wiem, czy uda mi się zrobić ten film. Pracuję nad nim już bardzo długo. A przy tym wszyscy już chyba mają poczucie fikcji w wyjaśnianiu katastrofy z 10 kwietnia. Wręcz kłamstwa, którym nas karmiono. To wszystko teraz pęka i mam nadzieję, że ułatwi mi sytuację.
Obserwuję i próbuję dowiedzieć się jak najwięcej ze śledztwa smoleńskiego, także od moich znajomych posiadających jakąś wiedzę na ten temat. Okazuje się przy tym, że ludzie z którymi w czasie stanu wojennego i później robiliśmy rożne rzeczy nielegalnie, w imię prawdy i poczucia wolności, dzisiaj nie chcą mi pomóc. Prawda o Smoleńsku nie może być w żaden sposób czymś, co komukolwiek zagraża. Wręcz odwrotnie! Naukowcy, eksperci w czymś uczestniczą, coś wiedzą i niczego nie chcą nam, ludziom zainteresowanym, o tym powiedzieć. Dzieje się jakaś niepojęta rzecz, która jest dla mnie złym znakiem czasu.
Czy ta otoczka pomoże czy przeszkodzi Pańskiemu obrazowi? Jak rozumiem powstanie film polityczny, mający ambicję mówić prawdę o współczesnej Polsce?
Wraz z ludźmi, których zaprosiłem do przedsięwzięcia, pracujemy nad scenariuszem. Uważam, że nie jesteśmy jeszcze gotowi. Poza tym czas, który mija od tej historii przynosi ciągle coś nowego. Na pewno jednak w moim filmie znajdzie się spojrzenie na katastrofę również pod kątem tego, co do tragedii doprowadziło i zawiera się w okresie pięciu lat od roku 2005, gdy w Polsce stały się rzeczy bardzo złe. Wykorzystując wiedzę ludzi bardziej ode mnie kompetentnych, chciałbym mówić o tych latach z perspektywy 10 kwietnia. Wszystko jedno co było jej bezpośrednią przyczyną.
Film zresztą zaczyna się samą katastrofą, tak jak zobaczyliśmy ją wszyscy. A potem jest śledztwo. Chciałbym sięgnąć tutaj do dobrego wzoru, jakim był „Człowiek z marmuru” Andrzeja Wajdy, by spróbować odpowiedzieć na pytania dlaczego doszło do wyjazdu dwóch polskich delegacji do Katynia, a potem w Smoleńsku do rzeczy niewyobrażalnej. Myślę, że żadne państwo na świecie nie dopuściłoby do takiej tragedii. To się po prostu nie mieści w głowie.
Czas, który minął od 10 kwietnia odebrał już emocje całemu wydarzeniu, ale myślę, że dla filmu to tylko lepiej. Mam poczucie, że to mój ostatni film. Dlatego to dla mnie bardzo ważna sprawa. Wiek i doświadczenie ponad czterdziestu lat pracy w tym zawodzie mówią mi, że nie strona artystyczna jest tutaj najważniejsza. Zobowiązania i poczucie pewnej misji liczą się bardziej, niż czysty rachunek tego, co powinno być spełnione, by film okazał się udany. Prowadzę rozmowy z aktorami i namawiam do zasypywania podziałów. Są rzeczy, które powinny nam to uświadomić. Bo podziały są wielką szkodą Polski i Polaków. Niestety, mam wrażenie, że one wciąż się utrzymują, a często wręcz pogłębiają.
Przeczytaj pełną wersję wywiadu