Ludivine Sagnier znana jest polskim widzom głównie jako jedna z muz Fraçoisa Ozona. W “Kroplach wody na rozpalonych kamieniach”, “8 kobietach” czy “Basenie” francuski reżyser chętnie wykorzystywał jej naturalną zmysłowość, grane przez nią postaci były fascynującym połączeniem kobiety i dziecka. Choć od ich ostatniej współpracy minęło niemal 9 lat, Sagnier tak bardzo się nie zmieniła. Ta bardzo kobieca, trzydziestotrzyletnia aktorka wciąż ma w sobie pewien rodzaj naiwności, dziecięcej czystości, może nawet infantylizmu. Ten potencjał wspaniale wykorzystuje reżyserka Fabienne Berthaud.
Grana przez Sagnier
Lily jest wolna. Nie dotyczą jej społeczne i kulturowe nakazy, pozwala sobie na wszystko, czego zapragnie. Uwielbia jeść, oddaje się tej przyjemności metodycznie i z pasją. Mówi, co chce, nie zważając na przyjęte zasady. Ma silną więź z naturą. Robi gadżety z futerek zmarłych gryzoni, których liczne ciałka przechowuje w zamrażalniku. Jej najlepszym przyjacielem jest indyk. Seksualność jest dla niej oddzielona od racjonalności, tabu, czy wstydu. W akcie miłosnym
Lily widzi formę uzdrawiania świata, dzielenia się z nim sobą, rozprzestrzeniania dobroci. W jej świecie nie funkcjonuje kategoria kary, a tym bardziej konsekwencji. Liczy się „Ja”, „Tu” i „Teraz”. Obranym z cywilizacyjnej nadbudowy umysłem kieruje instynkt, pragnienia, intuicja. Być może dlatego w postępowaniu
Lily niezwykła empatia łączy się niekiedy z okrucieństwem.
Kadr z filmu "Lily", fot. Vivarto
Nie wiemy, ile lat ma
Lily. Nie wiemy też do końca, na jaką chorobę cierpi, jednak jej psychiczne upośledzenie nie jest tajemnicą ani przez chwilę.
Lily łączy niezwykłą intelektualną przenikliwość z absolutną nieumiejętnością funkcjonowania w zewnętrznym świecie. Wychowana na wsi, w sielankowej, obłaskawionej przestrzeni, po nagłej śmierci matki z błogosławieństwa staje się ciężarem. Odpowiedzialnością i obowiązkiem, któremu podołać musi jej starsza siostra Clara
(Diane Kruger).
To konfrontacja ich dwóch światów – poukładanej, sterylnej i racjonalnej rzeczywistości Clary oraz witalnej, rozbuchanej codzienności
Lily – jest kołem zamachowym wydarzeń. Starsza siostra, która od lat żyje w mieście, ma stałą pracę i stabilny związek, próbuje z całych sił wlać w dni spędzane na wsi porządek i regularność. Element niewiadomej stale podsycany przez obecność
Lily ją przeraża, tylko kontrola daje jej komfort. Młodsza siostra czuje, że zakłada się na nią kaganiec i wyrywa się z całych sił. Nieznośna wolność
Lily fascynuje i uwodzi, ale też przeraża Clarę. Chwilami budzi w niej obrzydzenie, a nawet nienawiść. Fabienne Berthaud nie obdarza żadnej ze swoich bohaterek większą uwagą, rozdziela akcenty po równo. Obie postaci pełne są rys i defektów, obu życie po równo przygina kark, choć każdej w inny sposób. Z czasem okazuje się, że to nie po danej ze stron, ale na przecięciu tych dwóch światów kryje się odpowiedź. Choć Berthaud nie daje żadnych recept, zdaje się skłaniać ku „po prostu bądź”, zamiast „staraj się być kimś”.
W historii o trudnej miłości sióstr, doprawionej sporą dozą szaleństwa i szczyptą seksualności, łatwo o przewidywalność, moralizatorski ton czy patos. Z kolei filmy, które nie stawiają na akcję a na emocje i aurę, potrafią nużyć. Żadnej z tych rzeczy nie znajdziemy na szczęście w filmie Berthaud. W rozbłyskach słonecznych promieni, matowych kłosach pól, pastelowych kolorach ubrań
Lily i płowych włosach bohaterek kryje się wiele tajemnic. Unosi je wspaniała, indie-rockowa muzyka
Michaela Stevensa. Poprzez delikatne, poetyckie oko kamery
Nathalie Durand i Fabienne Berthaud film odkrywa je stopniowo, z szacunkiem, delikatnie i bezpretensjonalnie. W przenikliwy, dotykający najgłębiej ukrytych w sercu strun sposób; z przymrużeniem oka, które nie powoduje jednak utraty ostrości widzenia... Ale nigdy nie do końca.