szukaj
login
Big Love (2011)
REŻYSERIA:
SCENARIUSZ:
GWIAZDY:
MORTAL KOMBAT
Marcin Sendecki / www.portalfilmowy.pl   12 lutego 2012 17:11
A
A
A

Napisać o „Big love”, pełnometrażowym (reżyserskim i scenariuszowym) debiucie Barbary Białowąs, że jest nierówna (bo to przecież ona, „Wielka miłość”), to zrobić jej krzywdę. Nie ma bowiem sensu uśredniać tego filmu, sprowadzać go do poziomu zwyczajowych polskich produkcji o miłości – zarówno z nurtu „popularnego”, jak i „ambitnego”. To jest jazda po wertepach:  świetności i głupoty, fragmenty kapitalne i kompletnie niepotrzebne, aktorstwo momentami wybitne, momentami raczej żenujące, scenopisarstwo z górnej półki i infantylne pitolenie.

Historia dzikiej nastolatki, która wikła się w toksyczny związek z o parę lat starszym chłopakiem (nazywanie go mężczyzną byłoby chyba zbytkiem łaski), co kończy się, po paru latach wzlotów i upadków, nieodwołalną tragedią, jest opowiedziana z pasją i przekonaniem, że mowa jest o rzeczach najważniejszych i poniekąd tajemniczych.


Kadr z filmu "Big Love", fot Monolith

Główną rolę Aleksandra Hamkało gra świetnie, kiedy tylko nie szarżuje i nie przerysowuje swojej postaci. Partnerujący jej Antoni Pawlicki robi co może, ale ma chyba znacznie gorzej napisaną rolę. Tak czy inaczej, dzięki paru znakomicie zagranym dialogom (ukłony dla scenarzystki) i naturalnej dzikości Hamkało stanie się (prorokuję) idolką młodzieży płci żeńskiej i największym obiektem pożądania młodszej płci męskiej, bo w licznych, „odważnych” (i co najmniej dwukrotnie bardzo ładnych) scenach erotycznych wygląda zjawiskowo.

Gdyby ten film oczyścić z naiwnej dydaktyki (zdaje się, że reżyserka miała na myśli mądrość typu „zła miłość nie popłaca”), dość nieszczęsnych występów gościnnych (Małgorzata Pieczyńska, Adam Ferency, Borys Szyc) i kiczowatości, która zabija rzecz nieszczęśliwie (wątek więziennego psychologa granego przez Roberta Gonerę, który ma stanowić zwyczajowe lustro dla nieokiełznanej dzikości bohaterów, jest zupełnie zbędny), byłoby nieledwie wspaniale. Nie pomaga też symetryczna gra scenami i motywami, które pojawiają się w filmie. To dociskanie kolanem znaczeń (tylko jeden przykład, a jest ich wiele – żółte paznokcie bohaterki, nieobecne i obecne, proszę zwrócić na to uwagę) psuje efekt.


Kadr z filmu "Big Love", fot. Monolith

Napisać to jeszcze raz i zagrać od nowa z tymi samymi aktorami?  Koniecznie, na pewno ktoś będzie chętnie służyć pomocą.

ilość komentarzy: 0
- brak komentarzy -
POWIĄZANE TYTUŁY
Big Love (2011)