szukaj
login
Artysta (2011)
Dramat , Komedia | Francja, Belgia | 100 min |
REŻYSERIA:
SCENARIUSZ:
GWIAZDY:
Hollywood w czerni i bieli
Iwona Cegiełkówna / www.portalfilmowy.pl   12 lutego 2012 17:11
A
A
A
Czym kino może dzisiaj zaskoczyć swoją widownię? Michel Hazanavicius postawił na prostotę i postanowił wrócić do korzeni X Muzy, czasów, gdy gwiazdy kina, ze spreparowanymi na potrzeby widowni fantastycznymi życiorysami, miały status mitycznych bogów. To wówczas, nie bez kozery, Hollywood nazwano „Fabryką Snów”…

Oto George Valentin, bohater „Artysty”. Przystojny, pewny siebie i nieco arogancki gwiazdor kina niemego. I Peppy Miller, młoda, trochę naiwna, ale bardzo ambitna tancerka. Dzięki tej ambicji i cennym radom Valentina notowania Peppy szybko idą w górę. Tymczasem nastaje zmierzch epoki Wielkiego Niemowy – nadchodzi era dźwięku, a wraz z nią nowy rodzaj filmowej ekspresji i nowi idole. Valentin podziela los dziesiątek swoich kolegów po fachu (tak zakończyły się kariery autentycznych gwiazd kina niemego, takich jak Mary Pickford czy Douglas Fairbanks) i z dnia na dzień odchodzi do lamusa. Oczywiście – zgodnie z regułami pokrzepiających komedii z tamtej epoki – bohater filmu Hazanaviciusa dostaje „drugą szansę”.

Kadr z filmu "Artysta", fot. Forum Film

 

Taki finał wynika też być może po trosze z pozytywnej filozofii twórcy, który na swoją „szansę” czekał prawie dwadzieścia lat. 45-letni dziś Michel Hazanavicius, reżyser i scenarzysta, nakręcił do tej pory kilka produkcji telewizyjnych i trzy filmy kinowe. Ale dopiero czwarty z nich, „Artysta”, przyniósł mu prawdziwe uznanie (kilkadziesiąt nagród, w tym trzy Złote Globy i cztery Critics Choice Award). „Artysta” to również pierwszy obraz, który Hazanavicius sam zmontował. To istotne, bo właśnie forma odgrywa w tym filmie rolę pierwszoplanową.

 

Czarno-białe kadry, oświetlane zgodnie z zasadami sztuki operatorskiej złotej ery Hollywood, urzekają urodą i wydobywają z cienia (nomen omen) kino, którego motto brzmiało: uwieść widza.

 

Jednak „Artysta” to coś więcej niż nostalgiczna pocztówka z przeszłości czy hołd złożony staremu kinu. Nie jest to również ani kalka ówczesnych filmów, ani ich parodia. Pod warstwą inteligentnej zabawy kinem gatunków (filmowe cytaty: od Chaplina, poprzez filmy „płaszcza i szpady” z Flynnem, Fairbanksem czy Valentino oraz musicale z Astaire’em i Kelly’m, po kryminalne komedie z Powellem) kryją się też ciekawsze pomysły, w oparciu o które reżyser buduje nową jakość.

 

Lekko polemizując z formułą niemego kina, Hazanavicius wprowadza do charakterystycznego dla niej sposobu gry aktorskiej (postaci-typy, przerysowania) elementy współczesnej ekspresji; zmienia też sposób kadrowania i urozmaica drobnymi smaczkami ścieżkę dźwiękową (w niemym filmie!), a także pogłębia banalną fabułę (nieco kiczowatą opowieść o wzlocie i upadku gwiazdy z romansem w tle) o drugie dno. Reżyser pyta o rolę sztuki i w świadomości artysty, i przeciętnego zjadacza chleba. O przeszłość i przyszłość X Muzy. O marzenia: te wielkie i te całkiem zwyczajne. Ostentacyjnie pozbawiony technologicznych fajerwerków film Hazanaviciusa to z jednej strony słodko-gorzka przypowiastka o magii kina i jego twórcach, z drugiej – rzecz o mitach tworzonych przez wszechwładne massmedia. I o tym, jak (wciąż!) owym złudzeniom ulegamy my - widzowie.

ilość komentarzy: 1
Weronika Kostyra
Jako fanka filmów czarno-białych muszę koniecznie obejrzeć :)
2012-01-24 20:07:35 | zgłoś naruszenie
POWIĄZANE TYTUŁY
Artysta (2011)