szukaj
login
Jerzy Gruza
Tomasz Raczek
Krzysztof Koehler
Łukasz Kaliński
Agnieszka Sadurska
Ola Salwa
Dagmara Romanowska
Łukasz Adamski
Rafał Pawłowski
Marta Syrwid
Piotr Borkowski
Andrzej Urbański
Portret z gwiezdnego pyłu
Tomasz Raczek / informacja własna  6 lutego 2012 12:51
A
A
A

Pewna moja znajoma napisała na tablicy Facebooka, że nie podobał jej się film “Mój tydzień z Marilyn”, bo nie było w nim ekscesów. Zastanowił mnie ten zarzut. Czyżby świadczył on o ostatecznej tabloidyzacji gustów współczesnych kinomanów, oczekujących od filmów sensacji, skandali a przynajmniej wyrazistej, brawurowej publicystyki? Czy hasło “Marilyn Monroe” zawsze musi się kojarzyć z ekstremalnymi emocjami, alkoholem, lekami i samobójstwem? Czy nie ma już miejsca na przyjrzenie się jej aktorstwu, wsłuchanie w jej lęki, poczucie na policzku jej oddechu?

Nawet jeśli trochę mnie poniosło z tym oddechem, bo to by już było pewnie kino 5D, to ze słów się nie wycofuję, tylko proszę o przyłożenie do nich miary metafory. Eksces stępia zmysły, paraliżuje czucie, blokuje serce i umysł. Eksces - jeśli nie jest tylko chwilową prowokacją - zabija sztukę. Więc moim zdaniem to dobrze, że w filmie “Mój tydzień z Marilyn” nie ma ekscesów. Znajomej z Facebooka napiszę, że argument, który przedstawiła nie jest zarzutem, lecz pochwałą...


Kadr z filmu "Mój tydzien z Marilyn", fot. Forum Film

Gdy na ekranie pojawia się Michelle Williams w roli Marilyn Monroe (Złoty Glob za tę rolę i nominacja do Oscara), po sali idzie szmer: czy ona jest do niej podobna? Zdumiewające zjawisko – drobniutka, lekko pucołowata aktorka bardziej przypomina młodą Mię Farrow, niż seks-bombę lat 50. o platynowych włosach, karminowych wargach i tyłeczku ruchliwym jak u małego sznaucerka, a jednak udaje jej się wywołać wrażenie jakby na ekranie ukazał się powidok Marilyn, stworzony z maleńkich kropelek emocji, mieniących się trochę neurotycznie w chłodnej i wilgotnej aurze londyńskiego studia filmowego.

Bo ten film to ujmująca swoją delikatnością impresja na temat tego, jak Marilyn Monroe była postrzegana przez swoich bliższych i dalszych współpracowników wtedy, gdy znajdowała się u szczytu kariery (1956 rok). Konfrontacja jej intuicyjnego aktorstwa z solidnym ale zimnym warsztatem Laurence'a Oliviera na planie "Księcia i aktoreczki" musiała doprowadzić do szoku obie strony. Oglądając film, przeżywamy ów szok razem z nimi.... Aktorstwo Michelle Williams w roli Marilyn zachwyciło mnie jednoczesną precyzją i kruchością. Zaś styl narracji filmu przypomniał wysmakowany debiut Toma Forda – „Samotnego mężczyznę”.

Delikatny, neurasteniczny wizerunek Marilyn może się wydać interesujący i zaskakująco trójwymiarowy wszystkim tym, którzy dostroją swój nastrój do języka filmu. Ci, którym się to nie uda, pozostaną skonfudowani, że TA Marilyn nie jest tą, którą zapamiętali z popularnych śladów jej legendy; zamiast wibrującej kreacji zobaczą wtedy niewyraźne naśladownictwo. Nie dadzą się uwieść filmowi.  Rozumiem jednych i drugich, choć sam należę do tych, którym tym razem ułożył się piękny portret z gwiezdnego pyłu…

Blogi   29 kwietnia 2012 17:02
Blogi   17 kwietnia 2012 16:59
Blogi   9 kwietnia 2012 09:08
Blogi   2 kwietnia 2012 15:42
Blogi   18 marca 2012 19:04
Blogi   11 marca 2012 19:17
Blogi   2 marca 2012 20:00
Blogi   17 lutego 2012 12:35
Blogi   6 lutego 2012 12:51
<< | 1 | 2 | >>
POWIĄZANE WIADOMOŚCI
Blogi   30 kwietnia 2012 09:53
Blogi   4 kwietnia 2012 17:05
Blogi   7 marca 2012 13:32
Imprezy   29 lutego 2012 21:07
Imprezy   27 lutego 2012 13:57
POWIĄZANE OSOBY
...
POWIĄZANE TYTUŁY
Mój tydzień z Marilyn (2011)
 
Samotny mężczyzna (2009)
 

 

 

 
ilość komentarzy: 0
- brak komentarzy -