szukaj
login
Jerzy Gruza
Tomasz Raczek
Krzysztof Koehler
Łukasz Kaliński
Agnieszka Sadurska
Ola Salwa
Dagmara Romanowska
Łukasz Adamski
Rafał Pawłowski
Marta Syrwid
Piotr Borkowski
Andrzej Urbański
Cyrk tresowanych wydmuszek
Tomasz Raczek  16 stycznia 2012 18:41
A
A
A

Poświęciłem się i przesiedziałem całą noc przed telewizorem, oglądając transmisję z Los Angeles, gdzie rozdawano Złote Globy. Całą noc to może przesada, bo w polskim HBO wypadło to dokładnie między 2 a 5 nad ranem.

Piłem kawę, pogryzałem czekoladę (na jasność rozumu) i głaskałem na przemian to psa, to kota. A na ekranie odbywał się cyrk tresowanych wydmuszek: goście przechadzali się między stolikami, prezentowali twarze po kwarcówce i zęby po wybielaniu, stroje od znanych projektantów i włosy trefione na żelu. Szczególnie u panów wyglądało to komicznie i trochę odbierało im wiarygodność, zważywszy że wielu z nich jest przecież aktorami i grywa tzw. „prawdziwych mężczyzn”. Koncentracja uśmiechniętej obłudy na metr kwadratowy była straszliwa. Czasem tylko łapałem w locie zapomniane lodowate spojrzenie Nicole Kidman (w tym roku bez nominacji) albo woskowy bezruch martwego profilu Melanie Griffith (siedzącej przy rozbawionym Antonio Banderasie).

Ekipa "Artysty" - producent Thomas Langman ze swoim psem Uggie, aktorzy: Missi Pyle, Jean Dujardin,Berenice Bejo i reżyser Michel Hazanavicius, fot. Reuters/Lucy Nicholson/Forum

Najbardziej podobała mi się Julianne Moore, która miała odczytywać nazwiska zwycięzców, ale popsuł się prompter z przygotowanym tekstem więc ona pokładając się ze śmiechu poprosiła o podanie kartki z dowcipnym tekstem, który następnie bez żenady i udawania, że to jej słowa po prostu odczytała ze sceny.

Reszta udawała. Dobry humor, radość, życzliwość, dumę, miłość i elegancję. Żony laureatów zawsze w podziękowaniach były „piękne” (na pierwszym miejscu) i „kochane” (jednak na drugim), mężowie „cierpliwi”, dzieci „inspirujące”, języki obce (francuski, hiszpański) zabawne i świetnie nadające się do błaznowania. Ale tańczący pies i tak ich wszystkich przebił.

Była też przedstawicielka nagradzających, czyli Stowarzyszenia Międzynarodowych Dziennikarzy Filmowych akredytowanych przy Hollywood. Starsza pani kaleczyła angielski, dawała się przytulać Jerememu Ironsowi jak osoba specjalnej troski i w wysokich słowach zapewniła, że jest z tego wieczoru bardzo dumna. Zaraz potem została wyprowadzona ze sceny, żeby nażelowane wydmuszki mogły się turlać dalej.

Nie cenię sobie tych nagród. Rozumiem marketingowy rozmach i to, że może on przysłużyć się popularyzacji kina wśród popcornowych, komercyjnych widzów, ale i tak wszystko mi jedno kto schodzi ze sceny z Globem a kto bez niego. Nie wierzę w fachowość jurorów, raczej przyznaję, że przebywając w Hollywoodzie, przeprowadzając wywiady z gwiazdami, chodząc na przyjęcia i pijąc kawę we właściwych kawiarniach wiedzą wcześniej od innych co w tym sezonie w trawie piszczy, co się nosi, co jest w modzie i kto ma wkrótce szanse na Oscara. I tyle tej wiedzy, tego rozeznania... Bez próby poszukiwania nowego, bez ambicji popularyzowania dobrego, ani odwagi sprzeciwienia się powszechnej opinii. Dziennikarze filmowi nie są bowiem z reguły krytykami i nawet nie próbują mieć własnej opinii. Tylko powtarzają, nagłaśniają, rozpowszechniają opinie innych...

Woody Allen, który został uhonorowany Złotym Globem za najlepszy scenariusz filmowy („O północy w Paryżu”), tradycyjnie nie przyjechał do Los Angeles by odebrać nagrodę (Oscarów też nie odbiera). Olał towarzystwo i poszedł sobie pewnie grać na klarnecie. Bard Pitt za to przyszedł ze zwichniętą nogą, o lasce. Ale statuetki nie dostał. Znowu Meryl Streep zapomniała „zrobić sobie włosy” i powiewała rozkosznie mysim ogonkiem; na dodatek zapomniała też okularów, dzięki czemu mogła przekonująco udawać, że nie spodziewała się Złotego Globa.

Cyrk tresowanych wydmuszek odbył się w wyznaczonym czasie, co do minuty wypełniając telewizyjny czas między reklamami. Nazajutrz pokazano go we wszystkich serwisach newsowych a w telewizjach śniadaniowych omówiono szczegółowo, kto miał jakie falbany. Tylko... czy to wszystko miało coś wspólnego z kinem?

Blogi   29 kwietnia 2012 17:02
Blogi   17 kwietnia 2012 16:59
Blogi   9 kwietnia 2012 09:08
Blogi   2 kwietnia 2012 15:42
Blogi   18 marca 2012 19:04
Blogi   11 marca 2012 19:17
Blogi   2 marca 2012 20:00
Blogi   17 lutego 2012 12:35
Blogi   6 lutego 2012 12:51
<< | 1 | 2 | >>
POWIĄZANE WIADOMOŚCI
- brak powiązanych wiadomości -
POWIĄZANE OSOBY
- brak powiązanych osób -
ilość komentarzy: 2
Katarzyna Czajka
ja się tylko zastanawiam czego innego spodziewał się autor wpisu? Złote Globy to Złote Globy zawsze wyglądają tak samo, ludzie chcą je takimi widzieć. To nie święto kina niezależnego, ale święto galmour, ślicznych sukienek, smokingów i białych zębów. Po co krytykować coś za to że jest tym czym jest? Przecież Złote Globy niczego nie udają. Czy to coś ma wspólnego z kinem? Cóż nagradza się tam filmy - to że popularne - nie jest to ich wina. Strasznie nie lubię takiego poczucia wyższości które wynika... no właśnie z czego wynika? Z niechęci do przyznania że Hollywood to Hollywood?
2012-01-19 12:54:18 | zgłoś naruszenie
Joanna
Odwaga sprzeciwu, ambicja dobrego, szukanie nowego. Czyli idee vs zysk.
2012-01-17 16:32:21 | zgłoś naruszenie