












W czasie świąt zabrałem się za porządki w bibliotece. Na nowych, obstalowanych na wymiar regałach wreszcie mogę układać książki jak trzeba - systematycznie, z podziałem na dziedziny, języki. To ważne bo książek są tysiące: moje, Marcina, rodziców a przede wszystkim - Zygmunta. Zapisane w testamencie nabrały mocy spuścizny i charakteru pałeczki w sztafecie. Są warte nie tylko uwagi, ale i tego by były łatwo dostępne. Więc układam...
Kompendia, biografie, leksykony, słowniki, eseje o filmie, ale i beletrystyka do czytania koniecznie w języku oryginału, Biblia w kolejnych tłumaczeniach (żeby porównywać i tropić błędy), analizy ekonomiczne, historyczne, polityczne, zapisy nutowe dzieł Mozarta, starodruki, kalendarze praktycznych gospodyń sprzed dwóch wieków, albumy z reprodukcjami dzieł mistrzów, tomiki z wierszami, podstawy matematyki, fizyki i chemii. Wszystko co poszerza horyzonty, co nie pozwala zamknąć się w kręgu myśli wcześniej znanych i bezpiecznych, co wykorzystuje możliwości mózgu, przypominając mu na każdym kroku by korzystał ze wszystkiego co niesie ze sobą słowo wolność.
Zygmunt Kałużyński, fot. AKPA
Co do tego, że Zygmunt Kałużyński był świetnym krytykiem filmowym zgadzają się prawie wszyscy, ale niewielu wie z czego brała się śmiałość i celność głoszonych przezeń opinii o filmach. Otóż moim zdaniem przede wszystkim z tego, ze myśląc/mówiąc/pisząc o filmie używał do analizy całej swojej bogatej POZAFILMOWEJ erudycji. Dlatego właśnie jego skojarzenia były tak zaskakujące, metafory tak barwne a tyrady takie ogniste. Był jak dobry lekarz okulista, który pochylając się z uwagą nad źrenicą wie wszystko o całym organizmie pacjenta: od mózgu, przez serce i wątrobę aż po delikatną skórę stóp. Albo jak marynarz obserwujący morze z bocianiego gniazda, który wie nie tylko to co widzi przez lornetkę, ale także to czego może się spodziewać za horyzontem...
Ta biblioteka, którą porządkuję teraz w domu to jest właśnie owo "za horyzontem", dzięki czemu można potem nie tylko porównywać jajko do jajka, ale także do rzymskiej wilczycy. Karkołomne zadanie? Nie w tej bibliotece!
Gdy przed laty zdawałem na Akademię Teatralną, najpierw zobowiązany byłem złożyć recenzję. Pamiętam, że napisałem o "Pluskwie" Majakowskiego w reżyserii Konrada Swinarskiego. Recenzję przyjęto i dopuszczono mnie do egzaminu ustnego a gdy ten dobiegł końca, przewodniczący komisji, Jerzy Koenig zapytał: Niech mi pan proszę powie, bo nie daje mi to spokoju, jak panu udało się odczytać sztukę Majakowskiego poprzez malarstwo El Greca?!
Wtedy było to dla mnie oczywiste, wytłumaczyłem więc moje skojarzenie bez trudu, a teraz? Teraz rozumiem dlaczego Zygmunt postanowił podnieść mi poprzeczkę i przekazał w użytkowanie te wszystkie książki...










